Archeolog pisma II

Powrócili na wiosnę.

Wystosowaliśmy odpowiedź: “Nie chcemy fikcji. Chcemy waszej mądrości. Podzielcie się z nami Wiedzą.” Powiedzieli nam, że nie zrozumiemy ich świata, w którym nie ma słów. Na nic Wam, przekonywali, nasze technologie i osiągnięcia, jeśli nie będziecie w stanie ich pojąć. I odlecieli.

Wiosna przeszła w lato. Dni mijały powoli. A my zapomnieliśmy o całej tej sprawie. Uprzykrzyła się wszystkim. Niezwykłość wydarzenia obrosła legendą, której nikt nawet nie zapisał. Pozostał żal i niechęć do książek.

I jedynie ten przekaz świadczy, o tym co się zdarzyło. Było tak naprawdę. Jednak nikt już w słowa nie wierzy.


To ostatnia notatka, którą znalazłem. Poszukiwania każdego fragmentu, każdego skrawka, każdego urywku tekstu jest moją obsesją. Wszystko to co do tej pory mi wystarczało, teraz okazywało się niczym. Nawet jeśli szukałem czegoś online, miało to związek ze słowem pisanym. Pragnąłem więcej i więcej, a uczucie niedosytu, którego nie mogłem zaspokoić jednym kliknięciem, wzniecało pożądanie. Zniszczone miasto stało się dla mnie kopalnią zagubionych znaczeń. Na każdej oczyszczonej ulicy wypatrywałem znaków, napisów, czegoś co mogło by dać mi wskazówkę, gdzie szukać domów książek, składów makulatury, czegokolwiek co miało by związek z słowami.

Szukanie remnantów pisma, tak mocno dziś marginalizowane, jest dla mnie całym światem. Fascynuję mnie to, co mówi ono o przeszłości. Jestem także ciekaw, co może powiedzieć o współczesności. Praca archeologa słów byłaby ostatnim zajęciem, które moglibyśmy wskazać jako pożyteczne, ale mi to zupełnie nie przeszkadza. Społeczeństwo straciło znaczenie, dlaczego zatem miałbym się przejmować czyimś zdaniem?

Z pracy wróciłem późną nocą. Winda otworzyła się, gdy tylko do niej się zbliżyłem. Nie była jednak pusta. Zatrzymałem się przerażony. Ktoś w niej czekał. To była ona. Nasze oczy się spotkały. Mimowolnie cofnąłem się.

-Nie jedzie Pan? -zapytała. Głos wytrącił mnie z równowagi. Odezwała się! Po co? Zamurowało mnie.

-No jak Pan nie wchodzi, to ja sama pojadę. -wcisnęła ósemkę. Drzwi zamykały się. W ostatniej chwili, poruszony nieznanym mi impulsem, wcisnąłem dłoń w szczelinę. Metalowe drzwi rozsunęły się. Na jej twarzy pojawił się uśmiech.

-To jednak będę miała pasażera. No, proszę.- Poczułem się dziwnie podniecony. Tak jakbym zrobił coś wbrew sobie, ale był z tego zadowolony. Jakbym złamał własną zasadę, która była dla mnie krępująca. Wszedłem. Spojrzałem na nią.

-Co Pan taki cichy? Tu wszyscy są tacy cisi. A przecież z nikim nie pogadać to strach, bo i smutno, bo i nudno.- Tylu słów od innej, fizycznej osoby nie usłyszałem już od dawna. Chciałem coś odpowiedzieć. Cokolwiek, aby przerwać tę krępującą mnie niemoc. Jednak wysiłek, który włożyłem w zatrzymanie windy, wyczerpał mnie całkowicie. Milczałem.

-Nie chce Pan mówić to nie. Przecież to nie obowiązek.- Uśmiechnęła się. Miała brązowe oczy, otoczone dookoła delikatnymi piegami. Zgrabny nos, delikatne usta i białe, długie do ramion włosy. Była ode mnie niższa.

Winda dotarła na ósme piętro. Gdy drzwi się rozsunęły, a ona przechodziła obok, stała się rzecz niezwykła. Położyła mi rękę na ramieniu, wspięła się na palce i pocałowała mnie w policzek.

-To podziękowanie za wspólną podróż. -powiedziała i szybko zniknęła w ciemności korytarza. Byłem ogłuszony.

Dopiero po chwili zauważyłem, że winda wróciła na poziom zero. Musiałem przez chwilę być gdzie indziej, bo w ogóle nie dostrzegłem, ani jazdy, ani otwierających się drzwi, ani sygnałów do wysiadania.

Komentarze

Popularne posty