Mój przyjaciel Alier 7
No to teraz dacie mi popalić. W sumie proszę się o to już od początku. Możecie wprost powiedzieć: Jak ten facet pierdoli! Jak on narzeka! Nie da się tego słuchać! W sumie to już dawno tego bym nie czytał, gdyby nie kolega z pokoju obok. Który mówi, że ogólnorozwojowe, że warto. Ja pierdolę!
Jeśli ktoś tak pomyśli, to pomyśli przewrotnie i pokona mnie tą przewrotnością nawet bardziej niż ten, co mnie po prostu rzuci w kąt. Abyście mnie zrozumieli: owszem użalam się. Użalenie zaś jest formą terapii. Czymś takim jak Alier dla Kuby. Z tym jednak, że jemu wyszło to lepiej i że się tamto fajnie czyta.
Teraz jakiś wydumany znawca powie, że sprytnie to wykoncypowałem: tak jestem niepewny siebie, że musiałem pisać w oparciu o uczucie zazdrości do sukcesu kolegi. Taki jest mój sens, będzie dalej się rozwodził. Jestem kopią kopii infantylnej książki kolegi, skonstatuje. I uważam (nadal ten ktoś tak mówi), że jest on szalenie nowatorski, że tak swoją opowieść konstruuje. Jeśli właśnie uważasz, że mnie zdemaskowałeś (a zapewniam Cię, że nie), to powiem jeszcze kilka rzeczy, których nie wyprowadzisz z tej swojej analizy.
Literatura to więcej niż możesz sobie wyobrazić. Nie uzurpuj sobie prawa do mojej głowy. Nie wiesz, co w niej jest. Zgoda, odpowiesz, ale ty też nie wiesz co jest w mojej. Masz rację. Choć w sumie daremny to wysiłek i marna pociecha. Jestem cieniem cienia, a przekonuję o własnej istotności. I wszystko, co nie pozwala mi się przykleić i żyć w zasadzie lepiej niż żyję teraz, tkwi tylko we mnie. Mogę to zmienić. Ot, tak, po prostu. Przyznam temu rację. Ale niechętnie. W sumie złożoność mojego sprzeciwu wobec prostoty Aliera na tym się funduje: nie chcę przyznać racji, że łatwo jest uporać się wizerunkiem, należy jedynie nie mieć na jego punkcie fiksacji. Po prostu musisz potrafić odpuścić. Musisz być zdolny do zrozumienia, że nie wszystko, kurwa, rozumiesz.
Dojście do tego zabiera ludziom różne ilość czasu. Nieraz potrafi się to obczaić w minut piętnaście, gdy w kolejce do kasy przypomnisz sobie, że miałeś kupić inną wódkę niż masz w koszyku. A czasem zajmuje to więcej niż pół życia, gdy odkrywasz, że rzecz której pragnąłeś wcale nie pragnęła Ciebie.
Alier rozpracował to szybko. Jego nic nie paraliżowało, ani nie patrzył na nic z pożądliwością. On po prostu kojarzył, że pewne rzeczy się zdarzają, a pewne nie.
Alier. Wróciłbym do lektury, ale nie mam sił. Głowa wyćwiczona w spekulacjach o mojej naturze nie może wrócić do byle czego, które w byle czym jedynie pomaga.
Komentarze
Prześlij komentarz