Pomoc
Młody inżynier wstał i dokończył zdejmowanie kostiumu. Wyszedł z szatni i skierował się do hangaru. Zobaczył Trevora na antresoli. Kiwnął głową. Brygadzista zszedł do niego.
-Wracasz na stację centralną?- Upewnił się Trevor. Lustrował go wzrokiem.
-Tak.
-I?
-Jutro.- Inżynier odpowiedział zdecydowanie.
-Doskonale.- Trevor uścisnął mu dłoń.- Odpoczywaj dobrze.
Robert był spięty. Nie pamiętał drogi powrotnej. Nie pamiętał snu, ani posiłku na stacji. Wszystko było jakby za zamgloną szybą. Choć wciąż trwał w swojej decyzji, to jednak czuł presję. Sądził, że zgoda na wywołanie awarii w aparaturze baterii jest czynem wymierzonym przeciwko stacji. Przekonywał jednak sam siebie, że jest przede wszystkim działaniem dobrym dla Ziemi. To będzie naprawdę ważne, powtarzał w myślach.
Gdy młody inżynier pojawił się w kopalni na kolejną zmianę, przywitał go Janson.
-Co za dzień!- oznajmił dyrektor podając inżynierowi rękę.- Udało nam się coś wielkiego!- Uśmiechnął się szeroko i objął Roberta ramieniem. -A Ty co taki zdziwiony? Kopalnia obchodzi dziesięciolecie pracy. Wieczorem jest impreza na stacji centralnej. Obecność obowiązkowa!- Dyrektor mrugnął do inżyniera.- Impreza trwa do końca dnia!- Odszedł głośno śmiejąc się ze swojego żartu.
Nieco zdezorientowany Robert skierował się do szatni. Wiedział, że przepięcie na prostym systemie ładującym baterie jest niebezpieczne. Ale wiedział jak zrobić je, aby nikomu nie zagrażało. Wówczas procedura ewakuacji opróżni kopalnię, tak aby Trevor mógł wprowadzić współrzędne. Inżynier wkroczył do przedsionka. Znów poczuł dojmujące gorąco. Powtarzał wciąż w myślach: „spowodować spięcie!”, aby gdy prąd magnetyczny zdmuchnie jego świadomość, mógł dokończyć zadanie.
Z stuporu wyrwało go drżenie nadgarstka. Usłyszał głośny alarm. Skierował się do wyjścia. W szatni dopiero zrozumiał słowa powtarzane przez megafon: „Awaria procedury ładowania baterii. Natychmiast opuścić stację.” Robert pospiesznie się rozebrał. Skierował się do hangaru. W kolejce do transportera ustawiali się pracownicy z innych obszarów kopalni. Wypatrzył w tłumie Jansona. Zobaczył na jego twarzy irytację. Usłyszał głośno powtarzane: „W taki dzień? Akurat dziś?”. Minął go Trevor. Nie wymienili nawet spojrzenia. Brygadzista krzyknął jedynie: „Ewakuować się szybko! Procedura naprawcza zaraz będzie wdrażana.”
Po krótkiej chwili Robert zajął miejsce w statku. Wystartowali minutę później. System automatyczny nadawał jednostajny komunikat: „Sytuacja jest opanowywana. Zachowaj spokój”. Inżynier zamknął oczy. Przypominał sobie Ziemię jeszcze z czasów, gdy było na niej jasno. Wracał myślami do zamiarów studiowania astroinżynierii. Stało się to przecież dla tej jednej, wyraźnej motywacji, aby na Ziemię świeciło znów Słońce. Może nie byłem zawsze egoistą? Zamyślił się głęboko.
Na stacji centralnej nie było stanu podwyższonej gotowości. Nie wprowadzono żadnych procedur. Awaria przecież wydarzyła się na odległej stacji, blisko gasnącego Słońca. Dlatego Robert mógł skorzystać z solunety, urządzenia do obserwowania bliskich gwiazd, które ma odpowiednie do tego przesłony. Parametry astrosolarne nie obchodziły go wcale, chciał zobaczyć co z kopalnią i Trevorem.
Dostrzegł niewielki rozbłysk na powierzchni Słońca. Kopalnia, zmieniona w potężny pocisk, spalała się na powierzchni gwiazdy wtapiając się w morze ognia. Fala tak bardzo rozgrzanej magmy słonecznej, że wyglądająca na czarną, rozpuszczała stację w niewyobrażanej temperaturze. Nagle doszło do niewielkiej eksplozji. Część baterii odpaliła się właśnie teraz, by reszta, wraz z ładunkiem wzbudzającym, wciągnięta przez prąd wewnątrz słoneczny, dotarła jak najgłębiej.
-Naprawdę to zrobiłem!- Powiedział do siebie inżynier.
W chwilę potem Słońce przygasło jeszcze bardziej. Robert zastanawiał się, kiedy dotrze na stację centralną Trevor. Młody inżynier miał do niego mnóstwo pytań. Ale wiedział, że nie będzie mógł mu ich zadać. Słońce nieco się rozjaśniło. Początkowo nie miało to wielkiego wpływu na urządzenie. Po krótkiej jednak chwili energia słoneczna zaczęła go oślepiać. Nie było możliwości obserwować rosnącej aktywności Słońca. Robert lekko się zaniepokoił. Jesteśmy w bezpiecznej odległości, ale obliczanej wedle innych parametrów. Co będzie, gdy Słońce rzeczywiście rozbłyśnie?
W chwilę potem stacja centralna nadała komunikat o zwiększającej się temperaturze. Urządzenia elektryczne zostały wyłączone. Stacja poinformowała, że w wyniku wciąż rosnącej aktywności gwiazdy wyłącza systemy oświetleniowe. Zapanowała ciemność. Robert zaniepokoił się. Czyżby? Czyżby Słońce rozbłysło? Poczuł duszność. To normalne, pomyślał. Na stacji nikt nie był zaniepokojony. Jednak sam inżynier przeraził się.
Zrozumiał, że rozbudzone Słońce zdmuchnie ich za kilka chwil. Ruszył do hangaru. W głowie jedna myśl goniła następną. I co teraz? Pytał sam siebie zaniepokojony. Czuł się jak w kopalni Słońca podczas pracy. Oblewały go fale gorąca, a on coraz wolniej mógł się poruszać.
Mroki stacji centralnej zaczęły rozświetlać nagle jej ściany, od delikatnego rozgrzanego pomarańczowego odcienia aż po gorącą promieniującą czerwień. Stacja nagrzewała się zwiększoną aktywnością Słońca. Ostatni komunikat stacji centralnej, przerwany w połowie, brzmiał: „Procedura ewakuacji rozpoczęta…”. Wówczas Robert zrozumiał, że nie dotrze do hangaru. I to było ostatnie, co pomyślał.
Do Ziemi, po dwudziestu dwóch latach, znów dotarło światło. Nad częścią planety nastał piękny, gorący dzień. Niebo rozjaśniło się niespodziewanie rozwiewając śnieżne chmury.
-I?
-Jutro.- Inżynier odpowiedział zdecydowanie.
-Doskonale.- Trevor uścisnął mu dłoń.- Odpoczywaj dobrze.
Robert był spięty. Nie pamiętał drogi powrotnej. Nie pamiętał snu, ani posiłku na stacji. Wszystko było jakby za zamgloną szybą. Choć wciąż trwał w swojej decyzji, to jednak czuł presję. Sądził, że zgoda na wywołanie awarii w aparaturze baterii jest czynem wymierzonym przeciwko stacji. Przekonywał jednak sam siebie, że jest przede wszystkim działaniem dobrym dla Ziemi. To będzie naprawdę ważne, powtarzał w myślach.
Gdy młody inżynier pojawił się w kopalni na kolejną zmianę, przywitał go Janson.
-Co za dzień!- oznajmił dyrektor podając inżynierowi rękę.- Udało nam się coś wielkiego!- Uśmiechnął się szeroko i objął Roberta ramieniem. -A Ty co taki zdziwiony? Kopalnia obchodzi dziesięciolecie pracy. Wieczorem jest impreza na stacji centralnej. Obecność obowiązkowa!- Dyrektor mrugnął do inżyniera.- Impreza trwa do końca dnia!- Odszedł głośno śmiejąc się ze swojego żartu.
Nieco zdezorientowany Robert skierował się do szatni. Wiedział, że przepięcie na prostym systemie ładującym baterie jest niebezpieczne. Ale wiedział jak zrobić je, aby nikomu nie zagrażało. Wówczas procedura ewakuacji opróżni kopalnię, tak aby Trevor mógł wprowadzić współrzędne. Inżynier wkroczył do przedsionka. Znów poczuł dojmujące gorąco. Powtarzał wciąż w myślach: „spowodować spięcie!”, aby gdy prąd magnetyczny zdmuchnie jego świadomość, mógł dokończyć zadanie.
Z stuporu wyrwało go drżenie nadgarstka. Usłyszał głośny alarm. Skierował się do wyjścia. W szatni dopiero zrozumiał słowa powtarzane przez megafon: „Awaria procedury ładowania baterii. Natychmiast opuścić stację.” Robert pospiesznie się rozebrał. Skierował się do hangaru. W kolejce do transportera ustawiali się pracownicy z innych obszarów kopalni. Wypatrzył w tłumie Jansona. Zobaczył na jego twarzy irytację. Usłyszał głośno powtarzane: „W taki dzień? Akurat dziś?”. Minął go Trevor. Nie wymienili nawet spojrzenia. Brygadzista krzyknął jedynie: „Ewakuować się szybko! Procedura naprawcza zaraz będzie wdrażana.”
Po krótkiej chwili Robert zajął miejsce w statku. Wystartowali minutę później. System automatyczny nadawał jednostajny komunikat: „Sytuacja jest opanowywana. Zachowaj spokój”. Inżynier zamknął oczy. Przypominał sobie Ziemię jeszcze z czasów, gdy było na niej jasno. Wracał myślami do zamiarów studiowania astroinżynierii. Stało się to przecież dla tej jednej, wyraźnej motywacji, aby na Ziemię świeciło znów Słońce. Może nie byłem zawsze egoistą? Zamyślił się głęboko.
Na stacji centralnej nie było stanu podwyższonej gotowości. Nie wprowadzono żadnych procedur. Awaria przecież wydarzyła się na odległej stacji, blisko gasnącego Słońca. Dlatego Robert mógł skorzystać z solunety, urządzenia do obserwowania bliskich gwiazd, które ma odpowiednie do tego przesłony. Parametry astrosolarne nie obchodziły go wcale, chciał zobaczyć co z kopalnią i Trevorem.
Dostrzegł niewielki rozbłysk na powierzchni Słońca. Kopalnia, zmieniona w potężny pocisk, spalała się na powierzchni gwiazdy wtapiając się w morze ognia. Fala tak bardzo rozgrzanej magmy słonecznej, że wyglądająca na czarną, rozpuszczała stację w niewyobrażanej temperaturze. Nagle doszło do niewielkiej eksplozji. Część baterii odpaliła się właśnie teraz, by reszta, wraz z ładunkiem wzbudzającym, wciągnięta przez prąd wewnątrz słoneczny, dotarła jak najgłębiej.
-Naprawdę to zrobiłem!- Powiedział do siebie inżynier.
W chwilę potem Słońce przygasło jeszcze bardziej. Robert zastanawiał się, kiedy dotrze na stację centralną Trevor. Młody inżynier miał do niego mnóstwo pytań. Ale wiedział, że nie będzie mógł mu ich zadać. Słońce nieco się rozjaśniło. Początkowo nie miało to wielkiego wpływu na urządzenie. Po krótkiej jednak chwili energia słoneczna zaczęła go oślepiać. Nie było możliwości obserwować rosnącej aktywności Słońca. Robert lekko się zaniepokoił. Jesteśmy w bezpiecznej odległości, ale obliczanej wedle innych parametrów. Co będzie, gdy Słońce rzeczywiście rozbłyśnie?
W chwilę potem stacja centralna nadała komunikat o zwiększającej się temperaturze. Urządzenia elektryczne zostały wyłączone. Stacja poinformowała, że w wyniku wciąż rosnącej aktywności gwiazdy wyłącza systemy oświetleniowe. Zapanowała ciemność. Robert zaniepokoił się. Czyżby? Czyżby Słońce rozbłysło? Poczuł duszność. To normalne, pomyślał. Na stacji nikt nie był zaniepokojony. Jednak sam inżynier przeraził się.
Zrozumiał, że rozbudzone Słońce zdmuchnie ich za kilka chwil. Ruszył do hangaru. W głowie jedna myśl goniła następną. I co teraz? Pytał sam siebie zaniepokojony. Czuł się jak w kopalni Słońca podczas pracy. Oblewały go fale gorąca, a on coraz wolniej mógł się poruszać.
Mroki stacji centralnej zaczęły rozświetlać nagle jej ściany, od delikatnego rozgrzanego pomarańczowego odcienia aż po gorącą promieniującą czerwień. Stacja nagrzewała się zwiększoną aktywnością Słońca. Ostatni komunikat stacji centralnej, przerwany w połowie, brzmiał: „Procedura ewakuacji rozpoczęta…”. Wówczas Robert zrozumiał, że nie dotrze do hangaru. I to było ostatnie, co pomyślał.
Do Ziemi, po dwudziestu dwóch latach, znów dotarło światło. Nad częścią planety nastał piękny, gorący dzień. Niebo rozjaśniło się niespodziewanie rozwiewając śnieżne chmury.
Komentarze
Prześlij komentarz