Odmowa
-Witam, co cię tu sprowadza?- Spojrzał na Roberta.
Inżynier rozejrzał się po pokoju. Był zakłopotany.
-No, dalej!- Zachęcił Janson.- Jutro mamy dziesięciolecie kopalni, chcę wcześniej dziś wrócić.
-Koordynaty stacji.- Beznamiętnie powiedział Robert.
-Słucham?
-Koordynaty stacji. Kto je ma?
-Tylko dyrektor i brygadzista. Wprowadzamy je na zmianę po każdym cyklu.- Odpowiedział dyrektor prostując się na krześle.- A czemu pytasz? Znów coś podejrzewasz? Znów ktoś Cię werbuje?- Janson zapytał bez ironii.
-Trevor- zapytał cicho Robert- Trevor teraz je zmienia?
-Tak, robi to jutro.
-Sprawdź je. Już po zatwierdzeniu. Będziesz miał dowód, że chce sprowadzić stację na Słońce.- Głos inżyniera był zimny. Dyrektor nawet nie kwestionował propozycji. Kiwnął tylko głową.
-Zgodzę się na plan Trevora. Ale nie doprowadzę do awarii. Trajektoria będzie wprowadzana jutro, przed moją zmianą?- Robert uściślał plan. Janson patrzył na niego w głębokim zdumieniu, dopiero po chwili się otrząsnął.
-Tak, tak, przed twoją zmianą, od nowej doby.- Dyrektor nadal wyglądał na zszokowanego.- Trevor?- Zapytał na głos.- Przecież znam go od początku! Jak to możliwe?
-On wierzy w rozbudzenie Słońca. Naprawdę.
-Przecież tego zrobić nie można!- Zaprotestował Janson- Nie da się. Już próbowano!
-On próbuje do skutku.- Inżynier wycedził każde słowo. Dyrektor wstał i podał mu rękę.
-Dziękuję. Jeśli jest to prawda, to uratowałeś setki ludzi.
Robert wyszedł z biura. Skierował się raz jeszcze w stronę szatni. Zastanowił się. Muszę wszystko dobrze zaaranżować. Rozejrzał się. W hangarze nie było Trevora. Młody inżynier nie chciał, aby brygadzista zobaczył, że kontaktował się z kimś po ich ostatniej rozmowie. Usiadł na ławce w szatni i raz jeszcze wszystko przemyślał. Dam znać Trevorowi. On wprowadzi trajektorię. Janson ją sprawdzi i skoryguje. Będzie dowód. Kopalnia zostanie ocalona. Tylko muszę się uspokoić. Poczuł drżenie rąk. Ręce drżą mi od promieniowania czy stresu? To chyba jedno i to samo, pomyślał. Wziął głęboki wdech i wstał. Wyszedł z szatni. Skierował się do hangaru, aby zdążyć do transportera. Po drodze zauważył brygadzistę. Podszedł do niego.
-Tak, tak, przed twoją zmianą, od nowej doby.- Dyrektor nadal wyglądał na zszokowanego.- Trevor?- Zapytał na głos.- Przecież znam go od początku! Jak to możliwe?
-On wierzy w rozbudzenie Słońca. Naprawdę.
-Przecież tego zrobić nie można!- Zaprotestował Janson- Nie da się. Już próbowano!
-On próbuje do skutku.- Inżynier wycedził każde słowo. Dyrektor wstał i podał mu rękę.
-Dziękuję. Jeśli jest to prawda, to uratowałeś setki ludzi.
Robert wyszedł z biura. Skierował się raz jeszcze w stronę szatni. Zastanowił się. Muszę wszystko dobrze zaaranżować. Rozejrzał się. W hangarze nie było Trevora. Młody inżynier nie chciał, aby brygadzista zobaczył, że kontaktował się z kimś po ich ostatniej rozmowie. Usiadł na ławce w szatni i raz jeszcze wszystko przemyślał. Dam znać Trevorowi. On wprowadzi trajektorię. Janson ją sprawdzi i skoryguje. Będzie dowód. Kopalnia zostanie ocalona. Tylko muszę się uspokoić. Poczuł drżenie rąk. Ręce drżą mi od promieniowania czy stresu? To chyba jedno i to samo, pomyślał. Wziął głęboki wdech i wstał. Wyszedł z szatni. Skierował się do hangaru, aby zdążyć do transportera. Po drodze zauważył brygadzistę. Podszedł do niego.
-Jutro.- Wyszeptał. Zemdliło go.
Trevor przyjrzał mu się uważnie.
-Dobrze.- Poklepał go po ramieniu.- Dziękuję. A teraz odpocznij.
Roberta zamroczyło. Wsparł się na ramieniu przełożonego.
-Źle się czujesz?- Przejął się brygadzista. Podtrzymał inżyniera i doprowadził do najbliższego podestu. Posadził go na nim.- Widzisz co ta praca z nami robi? Zapal sobie zaraz po powrocie. Nikotyna pomaga.
Robert pokiwał głową.
-Już mi lepiej. Naprawdę.- Spojrzał na Trevora.- Dziś miałem bardzo ciężką zmianę.
Inżynier powrotu na stację centralną nie pamiętał zupełnie. Odpoczynku na niej także. Nic nie jadł. Wciąż odczuwał mdłości. Na kolejną zmianę dotarł do kopalni zupełnie blady. Przywitał się jednak z Trevorem szerokim uśmiechem. Od razu skierował się do szatni. Janson był w biurze. Robert z trudem ubrał się w uniform i rozpoczął pracę. Po raz pierwszy cieszył się, że promieniowanie pozbawi go świadomości.
Zegarek na nadgarstku inżyniera zadrżał. To go przebudziło. Skierował się do wyjścia. Nie odczuwał mdłości. Był wykończony, ale czuł się lżej. Usiadł w szatni i zdjął kask. Zaczerpnął powietrza. Cały był zlany potem. Do szatni wkroczył Janson. Robert spojrzał na niego beznamiętnie.
-Miałeś rację.- Oświadczył dyrektor.- Miałeś cholerną rację. Trevor to terrorysta.
-Udało się zmienić trajektorię?- Inżynier nie wyraził troski o brygadzistę.- Stacja jest bezpieczna?
-Tak.- Potwierdził Janson.- Dzięki Tobie.- Dyrektor kucnął obok Roberta.- Zrobiłeś coś wielkiego. Dziś obchodzimy nie tylko dziesięciolecie stacji, ale także narodziny nowego bohatera.- Głos Jansona był bliski ekscytacji.- Jesteś gościem honorowym…
-Nie chcę!- Przerwał inżynier.- Nie chcę.
-Tak, tak, naturalnie. Weź tyle wolnego ile potrzebujesz.- Pokiwał głową dyrektor.
-A co z Trevorem?- Po chwili zapytał cicho Robert.
-Jest już w drodze do aresztu. Nie przejmuj się nim. Rozpracowałeś Ludzi Słońca. Teraz jesteśmy bezpieczni.
Robert pokiwał głową. Rozbierał się mechanicznie. Janson opuścił szatnię. Inżynier myślał o Trevorze. Czy wie brygadzista wie, kto go wydał? Jeśli tak, to czy zrozumie moje motywacje? Czy ja je zrozumiem?
Robert wrócił na stację centralną z zamiarem odpoczynku. Długiego i samotnego odpoczynku. Miał nadzieję, że nikt nie będzie go zachęcał do uczestnictwa w przyjęciu z okazji dziesięciolecia kopalni Alpha. Najstarszej kopalni wydobywającej solenit. Kopalni, którą dziś ocalił. Nie dostrzegł w holu żadnych przygotowywań do świętowania. Jedynie komunikator wysłał mu powiadomienie o uroczystości związanej z jubileuszem. Skierował się do pokoju. Położył się na łóżku, ale nie zdjął nawet kurtki. Gdy tylko głowa Roberta dotknęła poduszki, ogarnął go mrok.
Do Ziemi wciąż nie docierało światło. Rozpoczął się dwudziesty trzeci rok bez Słońca. Górnicy wciąż napełniali baterię gwiezdnym węglem, by energię potrzebną do podtrzymania życia dostarczyć na skutą lodem planetę.
Komentarze
Prześlij komentarz