Przesyłka
-Mogę Ci zaufać?- zapytał.
-Zaufać?- zdziwił się Robert.- W czym?
Trevor spojrzał inżynierowi głęboko w oczy. Zapanował moment całkowitego bezruchu. Zaraz potem brygadzista podszedł do okna.
-Chcemy na własną rękę wzbudzić Słońce.
-Niemożliwe. Przecież...- zająknął się inżynier- przecież już próbowano.
-Źle obliczono trajektorię pocisku- wyjaśnił Trevor. -Pocisk jedynie musnął jądro, zbyt wcześnie spłonął, nie doszło do reakcji łańcuchowej. I na tej jednej próbie zaprzestano.- Brygadzista usiadł zrezygnowany.
-Gromadzimy nielegalnie wywiezioną z Ziemi, silnie wybuchową substancję- dodał po chwili Trevor.- Substancję, która pozwoli pobudzić Słońce. Twoja przesyłka byłaby ostatnią jej dostawą. To pozwoliłoby na rozbłysk Słońca. Znów zaświeciłoby jasno.- Brygadzista gestykulował. Jego emocje wygrywały.- Jesteśmy Ludźmi Słońca. Chcemy by Ono znów zaświeciło. Zaufałem Ci szybko, mam nadzieję, że nie za szybko. Zwiodła mnie obietnica szybkiej realizacji. Jeśli nie będziesz z nami, nie mamy wyjścia.
Robert spojrzał na niego uważnie. Starał się zrozumieć, co Trevor chce mu powiedzieć.
-Jeśli nie będę współpracował, to …- urwał w połowie zdania.
-Nie wiem o czym myślisz. Resztę pozostawiam Tobie. Odezwę się wkrótce.- Brygadzista wyszedł z pokoju.
Po wizycie Trevora Robert miał mętlik w głowie. Infiltrowany przez Ludzi Słońca, który już na Ziemi go obserwowali, poczuł się bardzo zagubiony. Nie chciał mieszać się w jakiekolwiek konflikty. Jedyne co go interesowało to szybka możliwość zarobku i wydostania się stąd. Jeśli Ludzie Słońca chcą walczyć, niech walczą sami. Przypadek, który wciągnął go w intrygę, był zupełnie absurdalny. Zapalniczka? Że niby znak? Prychnął. I akurat ja przeszedłem test? Jednym sprawdzeniem? Niemożliwe. A może to test? Test lojalności? I należy to zgłosić do dyrektora, bo inaczej uznają mnie za spiskowca?
Na takim rozmyślaniu upłynął mu cały wieczór. Zapomniał zjeść kolację, zapomniał przygotować się do snu. Tak jak położył się na łóżku, tak wstał następnego dnia rano. Czuł straszny głód. Ale znacznie silniej odczuwał ciężar decyzji, którą zdążył podjąć. Śniadanie zjadł w ciszy, mimo hałasu w jadłodajni. Zaraz po nim skierował się do biura dyrektora.
Komentarze
Prześlij komentarz