Rozbłysk
Światło oślepiało. Stacja centralna znajdowała się 20 milionów kilometrów od Słońca, wciąż jednak spoglądanie na nią gołym okiem było niemożliwe. Baza orbitująca była zwrócona zawsze tą samą stroną, tak by panele fotowoltaiczne zbierały jak najwięcej energii. Pozostał jedynie niewielki prześwit ulokowany w środku ściany zbudowany z sześciometrowej kwarcowej soczewki, zaciemnianej tak, aby odpowiednia ilość promieni ogrzewała i oświetlała główną salę. Inżynier przesłonił dłonią oczy, gdyż Słońce mimo filtru wciąż silnie świeciło.
-Witamy na pokładzie stacji centralnej. Nazywam się Daria i służę panu pomocą.- Kobieta w białym uniformie skierowała się w jego stronę.- Pan jest z kopalni Alfa?
-Tak- potwierdził inżynier.- Dziś przybyłem.
-Oczywiście- recepcjonistka uśmiechnęła się szeroko.- Znacznie lepiej posługiwać się datami synchronizowanymi w zegarku. „Dziś” to trochę anachroniczne stwierdzenie. Mamy tu ciągły dzień, dlatego i ja dziś tutaj przybyłam, ale jestem tu już od 20 cykli.- Uwaga miała rozładować napięcie, ale speszyła przybysza. W jego głowie pojawiła się myśl, że wyszedł na amatora.
-Ziemianin może opuścić Ziemię, ale Ziemia nigdy nie opuści Ziemianina.- Zauważył inżynier czerwieniąc się.
-Bez urazy, ja też jestem z Ziemi- szybko dodała recepcjonistka.- Też tęsknię do dni i nocy. I wierzę, że jesteśmy to po to, by je przywrócić.- Spojrzała na niego z uśmiechem. Sprawdziła dane na urządzeniu ulokowanym na nadgarstku i zwróciła się do niego:
-Panie Robercie, możemy skierować się już do pańskiego pokoju. Będzie pan miał cudowny widok.
W pokoju znajdowało się łóżko i szafa. Drzwi na lewo prowadziły do łazienki. Grube, wielowarstwowe okno na przeciwległej od wejścia ścianie skierowane było na Wenus. Przy odpowiednim wytężeniu wzroku można było ją dostrzec. Jednak nie był to spektakularny widok, który po drodze do pokoju zachwalała Daria. Recepcjonistka opowiadała także o tym, co znajduje się na stacji centralnej. Z jej słów można było wyczytać zachwyt nad kompleksową usługą, którą zapewniali. Była dostępna siłownia, biblioteka, nocny klub, basen, kościół oraz serwerownia. Posiłki są wydawane w kantynie o regularnych porach. Zaś spacery na dachu stacji oraz nieważkościostan będą dostępne po uprzednim zapisaniu się. Recepcjonistka polecała także palarnie:
-Nie sposób przecenić orzeźwiającego wpływu nikotyny na ciało zmęczone falami elektromagnetycznymi- zachwalała Daria wskazując pomieszczenia pełne dymu papierosowego. -Muszę tylko pana prosić, aby pan nie palił w pokoju. Klimatyzatory działają pod pełnym obciążeniem, dlatego wyznaczono specjalne pokoje, którym dedykowane jest zadymienie.
Robert usiadł na skraju łóżka. Po wyjściu recepcjonistki westchnął głęboko. Spojrzał jeszcze raz przez okno. Zamyślił się. Kontrakt podpisał na dwa lata. W tym czasie ma możliwość jednego miesięcznego urlopu, ale zaleca się nie wybierać Ziemi. W zestawieniu dozwolonych opcji pozostawał w tym przedziale czasowym do osiągnięcia jeszcze Mars. Ale tam zupełnie nic wartego uwagi nie było. Zostać jednak na stacji przez miesiąc, bez rutyny pracy, zadawało się jeszcze większą udręką. Kopalnie Solenitu od dawna projektowały tak umowy, aby pracownicy zrzekali się urlopów i przepracowywali pełne dwa lata. Po nim zaś najczęściej umowę przedłużano. Ustawa o przeciwdziałaniu negatywnym skutkom zdrowotnym w środowisku pracy skrajnie niebezpiecznym zakazywała pracy w kopalniach Słońca dłużej niż 5 lat. Ale jej obejście nie było niczym trudnym. Wystarczyło ulec namowom firmy, za którymi szły niezłe pieniądze. Ludzi wciąż przekonywała korzyść doraźna, przy zupełnym pominięciu kosztów. To chyba krótkowzroczność naszego gatunku, pomyślał Robert. Sam wiedział na co się pisze. Dwa lata to maksymalny czas, który poświęci na pracę w tym miejscu. Potem ucieknie z tego gasnącego Układu. Są przecież ciekawe miejsca w Alfa Centauri. Tam nie brakuje światła, ale aby tam pojechać i zacząć nowe życie, należy mieć dużo pieniędzy. Ziemia jest skończona. Jeśli ktoś liczy, że coś przywróci Słońcu dawną moc, to się bardzo myli. Każdy chce tylko stąd uciec, a przed ucieczką zebrać ile się da.
Nie ma innego modelu działania w świecie niedostatku.
Roberta z zadumy wyrwało pukanie do drzwi. Gdy tylko zaakceptował prośbę na karcie magnetycznej, do pokoju wkroczył Trevor.
-I jak? Podoba Ci się?- zapytał bez ogródek.
-Może być- stwierdził inżynier.- Mam tylko przeczucie, że będzie tu nudno.
-Nudno? Na stacji centralnej? Nie, to niemożliwe. Zobaczysz, jak się wszystko rozkręci.- Trevor podszedł do okna.- Ale widoki! Świetne, nie?
-Nieprzeciętnie- odparł nieprzekonany inżynier. W zachowaniu Trevora dostrzegł dziwne podniecenie i jakąś niewytłumaczalną interesowność. Dlaczego tak szybko mnie odwiedził po zakończeniu zmiany? Dlaczego nie wystarczyła mu nasza rozmowa po pracy w jego gabinecie. Roberta męczyły wątpliwości. Spoglądał badawczo na przełożonego. Trevor wreszcie przestał spoglądać w okno i zwrócił się do inżyniera.
-Dostałeś od Ludzi Słońca przesyłkę?- zapytał niespodzianie.
-Przesyłkę?- zdziwił się Robert.
-Tak, nie udawaj, że nie wiesz o co chodzi. Kod bezpieczeństwa przeszedłeś.
-Jaki kod?- zdziwił się Robert.- Jaka przesyłka. Nie wiem o czym mówisz!
-Jak to możliwe? Skąd znałeś hasło?- zwątpił Trevor.
-Jakie hasło?
-Na pytanie czy masz zapalniczkę odpowiedziałeś: „Nie, ostatnią zostawiłem na Ziemi.”
-Ale to prawda.
-Co?
-Że zostawiłem ją na Ziemi. Nie miałem zapalniczki.
-O czym Ty mówisz! Ja wziąłem Cię za Człowieka Słońca- rzekł zrezygnowany Trevor.- Myślałem, że masz przesyłkę. Jak w innym razie uda nam się doprowadzić do rozbłysku?
-Jaką przesyłkę? Jakiego rozbłysku?- zdziwił się Robert.
Jest już "Przesyłka"
-Witamy na pokładzie stacji centralnej. Nazywam się Daria i służę panu pomocą.- Kobieta w białym uniformie skierowała się w jego stronę.- Pan jest z kopalni Alfa?
-Tak- potwierdził inżynier.- Dziś przybyłem.
-Oczywiście- recepcjonistka uśmiechnęła się szeroko.- Znacznie lepiej posługiwać się datami synchronizowanymi w zegarku. „Dziś” to trochę anachroniczne stwierdzenie. Mamy tu ciągły dzień, dlatego i ja dziś tutaj przybyłam, ale jestem tu już od 20 cykli.- Uwaga miała rozładować napięcie, ale speszyła przybysza. W jego głowie pojawiła się myśl, że wyszedł na amatora.
-Ziemianin może opuścić Ziemię, ale Ziemia nigdy nie opuści Ziemianina.- Zauważył inżynier czerwieniąc się.
-Bez urazy, ja też jestem z Ziemi- szybko dodała recepcjonistka.- Też tęsknię do dni i nocy. I wierzę, że jesteśmy to po to, by je przywrócić.- Spojrzała na niego z uśmiechem. Sprawdziła dane na urządzeniu ulokowanym na nadgarstku i zwróciła się do niego:
-Panie Robercie, możemy skierować się już do pańskiego pokoju. Będzie pan miał cudowny widok.
W pokoju znajdowało się łóżko i szafa. Drzwi na lewo prowadziły do łazienki. Grube, wielowarstwowe okno na przeciwległej od wejścia ścianie skierowane było na Wenus. Przy odpowiednim wytężeniu wzroku można było ją dostrzec. Jednak nie był to spektakularny widok, który po drodze do pokoju zachwalała Daria. Recepcjonistka opowiadała także o tym, co znajduje się na stacji centralnej. Z jej słów można było wyczytać zachwyt nad kompleksową usługą, którą zapewniali. Była dostępna siłownia, biblioteka, nocny klub, basen, kościół oraz serwerownia. Posiłki są wydawane w kantynie o regularnych porach. Zaś spacery na dachu stacji oraz nieważkościostan będą dostępne po uprzednim zapisaniu się. Recepcjonistka polecała także palarnie:
-Nie sposób przecenić orzeźwiającego wpływu nikotyny na ciało zmęczone falami elektromagnetycznymi- zachwalała Daria wskazując pomieszczenia pełne dymu papierosowego. -Muszę tylko pana prosić, aby pan nie palił w pokoju. Klimatyzatory działają pod pełnym obciążeniem, dlatego wyznaczono specjalne pokoje, którym dedykowane jest zadymienie.
Robert usiadł na skraju łóżka. Po wyjściu recepcjonistki westchnął głęboko. Spojrzał jeszcze raz przez okno. Zamyślił się. Kontrakt podpisał na dwa lata. W tym czasie ma możliwość jednego miesięcznego urlopu, ale zaleca się nie wybierać Ziemi. W zestawieniu dozwolonych opcji pozostawał w tym przedziale czasowym do osiągnięcia jeszcze Mars. Ale tam zupełnie nic wartego uwagi nie było. Zostać jednak na stacji przez miesiąc, bez rutyny pracy, zadawało się jeszcze większą udręką. Kopalnie Solenitu od dawna projektowały tak umowy, aby pracownicy zrzekali się urlopów i przepracowywali pełne dwa lata. Po nim zaś najczęściej umowę przedłużano. Ustawa o przeciwdziałaniu negatywnym skutkom zdrowotnym w środowisku pracy skrajnie niebezpiecznym zakazywała pracy w kopalniach Słońca dłużej niż 5 lat. Ale jej obejście nie było niczym trudnym. Wystarczyło ulec namowom firmy, za którymi szły niezłe pieniądze. Ludzi wciąż przekonywała korzyść doraźna, przy zupełnym pominięciu kosztów. To chyba krótkowzroczność naszego gatunku, pomyślał Robert. Sam wiedział na co się pisze. Dwa lata to maksymalny czas, który poświęci na pracę w tym miejscu. Potem ucieknie z tego gasnącego Układu. Są przecież ciekawe miejsca w Alfa Centauri. Tam nie brakuje światła, ale aby tam pojechać i zacząć nowe życie, należy mieć dużo pieniędzy. Ziemia jest skończona. Jeśli ktoś liczy, że coś przywróci Słońcu dawną moc, to się bardzo myli. Każdy chce tylko stąd uciec, a przed ucieczką zebrać ile się da.
Nie ma innego modelu działania w świecie niedostatku.
Roberta z zadumy wyrwało pukanie do drzwi. Gdy tylko zaakceptował prośbę na karcie magnetycznej, do pokoju wkroczył Trevor.
-I jak? Podoba Ci się?- zapytał bez ogródek.
-Może być- stwierdził inżynier.- Mam tylko przeczucie, że będzie tu nudno.
-Nudno? Na stacji centralnej? Nie, to niemożliwe. Zobaczysz, jak się wszystko rozkręci.- Trevor podszedł do okna.- Ale widoki! Świetne, nie?
-Nieprzeciętnie- odparł nieprzekonany inżynier. W zachowaniu Trevora dostrzegł dziwne podniecenie i jakąś niewytłumaczalną interesowność. Dlaczego tak szybko mnie odwiedził po zakończeniu zmiany? Dlaczego nie wystarczyła mu nasza rozmowa po pracy w jego gabinecie. Roberta męczyły wątpliwości. Spoglądał badawczo na przełożonego. Trevor wreszcie przestał spoglądać w okno i zwrócił się do inżyniera.
-Dostałeś od Ludzi Słońca przesyłkę?- zapytał niespodzianie.
-Przesyłkę?- zdziwił się Robert.
-Tak, nie udawaj, że nie wiesz o co chodzi. Kod bezpieczeństwa przeszedłeś.
-Jaki kod?- zdziwił się Robert.- Jaka przesyłka. Nie wiem o czym mówisz!
-Jak to możliwe? Skąd znałeś hasło?- zwątpił Trevor.
-Jakie hasło?
-Na pytanie czy masz zapalniczkę odpowiedziałeś: „Nie, ostatnią zostawiłem na Ziemi.”
-Ale to prawda.
-Co?
-Że zostawiłem ją na Ziemi. Nie miałem zapalniczki.
-O czym Ty mówisz! Ja wziąłem Cię za Człowieka Słońca- rzekł zrezygnowany Trevor.- Myślałem, że masz przesyłkę. Jak w innym razie uda nam się doprowadzić do rozbłysku?
-Jaką przesyłkę? Jakiego rozbłysku?- zdziwił się Robert.
Jest już "Przesyłka"
Komentarze
Prześlij komentarz