Na miarę
-To on będzie pierwszy!- zagrzmiał głos profesora.
-On?!- zdziwiła się kobieta siedząca obok.- Jak to możliwe, że Pan go dopuszcza do rozważań na kandydaturę w ogóle?
-A ten? Trzeci, trzeci od końca, zdaje się być konkretny!- zaczął nieśmiało doktor.
-Nie nadaje się do niczego. Poza tym jest za dobry. Przecież to widać. Nie wmówi mi Pan, że nie widać, że się nadaje, więc, że się nie nadaje!- Profesor aż pobladł.
-Czy ja muszę Wam tłumaczyć raz jeszcze- zaczął po chwili przerwy- że pierwszy może być tylko ten na końcu?
-Ale jak to?- podniosła głos raz jeszcze kobieta.- Mamy wybrać najlepszego? Najlepszego do zadania. No więc wybieramy.
-Tak. Dobrze.- Cierpliwie rozpoczął przewodniczący tym obradom profesor.- Mamy wybrać człowieka do zadania. I wiedzą Państwo, że wybieramy.- Położył dłonie na stole.- Wybierając kierujemy się cechami kandydatów. Owi ludzie, wskazani przez nich, a ocenieni przez nas, będą poddawani próbom.- Spojrzał raz jeszcze doktorowi i kobiecie w oczy.- Próbom. Bo to my wskazujemy kolejność kandydatów.
-No, i dlatego pierwszy powinien być ten trzeci, mówię Wam…- doktor przerwał. Skarcił go wzrok profesora. Kobieta siedziała zagubiona i milcząca. Szukała wzrokiem zrozumienia. Tok rozumowania profesora był zupełnie nieprzejrzysty.
-Raz jeszcze. Lista, którą ułożymy, będzie listą wedle której będą wchodzić. Wchodzić do pokoju prób. Ten, kto pierwszy przejdzie, zostaje. Ale chcemy, aby przeszedł ją ktoś najgorszy wśród możliwych. Żeby ledwo co podołał, aby tarł się o dno, ale mimo to przepłynął. Żeby, jak pani to zgrabnie ujęła, był dostatecznie zdolny i wystarczająco głupi.
-Ale ja miałam na myśli… -zaprotestowała kobieta- ...miałam jedynie na myśli…
-Dobrze.- Spojrzał na nią profesor.- Dobrze. Nie ma problemu, rozumiem. Proszę posłuchać do końca, uważnie!
Profesor wrócił do wyjaśniania spoglądając raz to na doktora, raz na niewielką panią. Dłonie nadal trzymał na stole.
-W pokoju prób zostanie ten, kto wygra. Chcemy jednak, aby wygrał najsłabszy z możliwych do wygrania. Więc listę konstruujemy od końca.
-Że pierwszy będzie ostatnim?- dopytał się doktor.
-Tak!- spojrzał na niego uradowany profesor.- Ostatni będzie pierwszym. Jednakże musimy założyć, że zwykłe odwrócenie listy nic by nie dało, gdyż środek pozostaje na miejscu. A my chcemy ten środek właśnie wysupłać. Więc musimy się przyjrzeć ich cechom na odwrót, selekcjonując te najgorsze.
-Dobrze!- odezwała się kobieta- załóżmy, że rozumiem ten sposób wybierania kandydata. Czy możemy się dowiedzieć w jakim celu to robimy? I co będzie on przechodził w pokoju prób? I dlaczego bierzemy pod uwagę tylko te dziesięć cech?- Wskazała ręką na leżącą przed nią kartką ze wspomnianym spisem.
-Jeszcze nie. Jeszcze za wcześnie.- Spoważniał profesor.- Abym mógł wam to powiedzieć, musi ruszyć wreszcie sprawdzanie tych kandydatów.
-A ci kandydaci, kim oni są?- zapytał doktor.- Kto nam ich podsunął?
-Słuchajcie- spojrzał na nich troskliwym wzrokiem profesor- wiem, że wydaje wam się to szalone. Że w ogóle nie przekonujecie się do tego modelu. Ale przypominam Wam, że wybór ten musi zostać podjęty przed jego zrozumieniem.
Doktor i kobieta spojrzeli na niego jakby dopiero teraz pojęli o co chodzi. Profesor objawił im się teraz jak mistrz tajemnych technik doskonalenia charakteru. Na ich obliczach zagościł spokój.
-Czyli- zaczęli jednocześnie- możemy nie przejmować się wyborem, bo nie mamy bazy danych? Możemy zdać się na pana opinię? W sensie jesteśmy ciałem doradczym, które jest, aby klepnąć wybór, żeby było, że podjęło go szersze grono niż jeden człowiek?
-Nie! Nie! Zupełnie nie tak!- Uniósł się profesor.- Może to moja wina bo bardzo źle tłumaczę, a może to wina tej sytuacji, bo za wiele wytłumaczyć nie mogę. Chodzi o to, by z odmierzonej ilości, wybrać człowieka i wyznaczyć go do zadania, które on spełni ledwo co. Tyle, że już więcej go nie zostanie. Wykorzysta cały swój potencjał do tego zadania. I nie trzeba mu więcej! Nie rozumiecie? Chcemy, aby był na miarę. Dokładnie taki, nie większy. Nie mniejszy. Aby w tej misji się nie nudził, ale aby dał sobie radę. Szukamy poziomu trudności, że tak pozwolę sobie to uprościć.
-Dobrze. Ja zgadzam się na tego pana “pierwszego”!- odparł zrezygnowany doktor.
-Ja też nie mam nic przeciwko, poza tym, że nic nie rozumiem!- powiedziała sucha kobieta i spojrzała w dal.
-Świetnie! Zatem zaczynamy! Rozpletliśmy, odmierzyliśmy i tniemy!- Profesor klasnął w dłonie. W chwilę po tym pojawił się pierwszy, ten “pierwszy”. Był wyraźnie przestraszony. Zdezorientowanym wzrokiem błądził po członkach komisji.
-Skierujemy Pana na najważniejszy odcinek naszego frontu pracy!- Profesor uśmiechnął się szeroko.- Życzymy powodzenia i mamy nadzieję, że niebawem się zobaczymy!- Skinieniem głowy wskazał najbliższe drzwi z napisem: “Pokój 305”.- Niechże Pan tam wejdzie!
-Drzwi proszę pchać, nie ciągnąć!- rzucił na zakończenie.
Komentarze
Prześlij komentarz