Bioniczne oko 1.0


Przekonanie babci do bionicznego oka wziąłem na siebie. Byłem przecież technikiem techmedu od dawna. Przy obiedzie, który wydawaliśmy zawsze na trzysta-lecie dziadka, mama zapytała babcię czy obawia się zabiegu. Babcia odparła zdecydowanie:

-Czego mogę się bać?- spojrzała prawie ślepym wzrokiem.- Już teraz jestem niewidoma, czy może być gorzej?

-Ale mama nie dała się przekonać łatwo, dopiero zapewnienia Terencjusza uspokoiły.- Zauważył jak zawsze szukający wątpliwości tata. Babcia spojrzała na niego. Chwilę pomyślała i spokojnie powiedziała:

-Oczy, choćby sztuczne, zawsze pozwolą zobaczyć mi to, co jest prawdziwe, synku. Obawiałam się, bo nigdy nie miałam wszczepów. Ale skoro dzięki protezie mam nadal pozostać sobą, to czemu nie.- Uśmiechnąłem się. Babcia używała moich argumentów, które cierpliwie jej przedstawiałem podczas długich elektrostatycznych wieczorów. Przygotowując się na trzystu-lecie dziadka babcia była mocno rozkojarzona, ale moje słowa trafiły do niej. Cieszyło, że zaufanie do nowej technologii docierało także do pokolenia sprzed Zmiany.

-Wszystko musi się zmieniać, abyśmy my sami się nie zmienili.- filozoficznie zawyrokował Maciej. Od lat wykładał teoretyczną fizjologię na uniwersytecie, dlatego nie stronił od uwag pełnych patosu i wypranych z treści.

-Co masz na myśli- dopytałem go zjadliwie- czyżby to właśnie, że pierwszy nie-człowiek powstał wskutek teorii zastąpienia, czy że była to kompletna klapa?

-Braciszku- odparł nieurażony- klapy wyznaczają postęp myśli. Jeśli coś nam nie działa, to znak, że musimy próbować dalej i lepiej.

-Aby stworzyć takie monstrum?- zapytała nieobecnym głosem moja siostra. Nie była biologicznie przy stole. Stąd zapewne pytanie jej wszyscy odebrali jako wyrzut. Od siódmego trzystu-lecia dziadka siostra przebywała na Marsie. Jako pracownica firmy kolonizującej dostała intratne wynagrodzenie, ale niestety po warunkiem nieopuszczania planety aż do końca terra-formowania.

-Siostro- odparł brat Maciek, który miał nieznośną manierę odzywania się do każdego według pozycji- nie jest przecież naszą winą, że Zmiana sięgnęła aż po duszę. Sam te ostrzeżenia formułowałem. Byłem daleki od akceptacji postępu, który się nam przytrafił. Dziś mogę jedynie wspierać jego konserwatywną biologiczną formę. Wiesz przecież, że…

-Że jesteś twórcą teorii o przekleństwie świadomości?- huknęła siostra aż tak głośno, że babcia spojrzała na wnuczkę z wyrzutem.

-I co z tego? -zapytałem spokojnie.- Renato, nie możesz kogoś winić za to, że powiedział przykrą prawdę- stanąłem w obronie Maćka, gdyż w wyrzucie siostry dostrzegłem potencjalną awanturę.- Jesteśmy na trzynastym trzystu-leciu dziadka, nie powinniśmy wieść sporów światopoglądowych.

-Nie mów mi co mam myśleć!- krzyknęła siostra. Jej hologramowa postać drgnęła.- Jestem uwięziona na tej pierdolonej planecie już dość czasu, aby zasłużyć choć na kawałek wolności. Choćby we własnym domu!

-Spokojnie- dołączył się do rozmowy tata.- Spokojnie! Jesteśmy przecież jeszcze ludźmi, możemy się denerwować. Nie ma potrzeby narzucania nam zwierzchności- tu spojrzał na mnie z wyrzutem.

-Ojcze- zaczął Maciej.- Tylko tego brakowało, abyśmy powracali do tego akurat, co według mnie konserwatysty, dobrze że minęło. Nie jesteśmy zwierzętami. Wreszcie możemy myśleć w swój sposób.

-W jaki to sposób?- zapytał tata.

-No, właśnie w jaki?- dołączyła się mama. Wzrok na Maćka skierowałem także ja. Renata także spojrzała na niego swoim hologramowym okiem. Nawet babcia z drugiego końca stołu dostrzegła zakłopotanie na twarzy Macieja. Świdrowała wzrokiem jego zarysowaną w polu widzenia głowę.


ciąg dalszy nastąpi

Komentarze

  1. Dlaczego teoria o przekleństwie świadomości a nie teoria o błogosławieństwie świadomości? Czy Zmiana może być tak głęboka, że sięgnie duszy?

    OdpowiedzUsuń
  2. część z tych pytań rozwikła się w dalszych fragmentach...
    Co do Zmiany, to jeśli jest prawdziwa, to właśnie duszy ona dotyczy ;)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty