Protestuję
Gdyby zapytano mnie czemu nie protestuję przeciwko zmianom, odparłbym, że przecież właśnie protestuję. Tylko chodzę tam, gdzie jestem tym, kim być chcę, a nie tam gdzie ktoś mi mówi, kim mam być. Czyli obecnie samotnie przemierzam Warszawę, protestując w pojedynkę. Polska bowiem ostatnimi czasy to kraj, w którym najbardziej liczy się przypisanie do jednego z dwóch wrogich sobie obozów.
Nie jest dobrze uchodzić jedynie za taką osobę, jaką nas widzieć pragną inni. Cechą, którą cenić należy jest to, by inni widzieli nas takimi, jakimi chcemy być. Jeśli zaś przejdę się z jedną grupą, by wspierać jakąś sprawę, inna grupa z marszu przydzieli mi etykietkę już określonego rozrabiaki. Jeślibym powiedział jedno słowo krytyczne wobec tego, co wspierałem, to jeszcze szybciej ta moja, własna strona, z którą jeszcze przed chwilą maszerowałem, się ode mnie odgrodzi.
Jest to myślenie plemienne, którego obecność zauważam na obu biegunach. No właśnie, biegunach! Zatem jest polaryzacja i brak stanów pośrednich. Nie możesz powiedzieć: „Nie wiem”. Nie możesz się namyślać. Ty już musisz się przed namysłem zapisać do jednych albo drugich. I nie ma przeproś. Będziesz na jednym biegunie, to licz się z tym, że ten drugi będzie Cię odpychał. W takim ułożeniu mamy tragicznie smutny, biało- czarny widok.
Problem polega na tym, że nikt nie zawiesza choćby na czas protestów przynależności politycznej. Nie ma rozsądnego planu, by, jeśli idzie o sądy, o sądach jedynie mówić. Na co przyrzekanie zemsty? Po co groźby trybunałami? W jakim celu obiecywanie odnowy?
Rozumiem, że zawieszenie działań politycznych może utrudnić wyborcy identyfikację. Zatem się ich nie zawiesza. Następnie nie zawiesza ich nas adwersarz. Aż w końcu i wyborca, tak odbierając rzeczywistość, z zawieszenia rezygnuje. Wszak błędne koło szaleństwa nakazuje jeszcze bardziej być szalonym, gdyż wyrazistość to jedyna dziś istotna waluta.
Taki przekaz ma jasny cel. Przekonanie do swoich racji. Ukazanie drugiej strony w jak najgorszym świetle. Musi zatem on być konkretny i sprecyzowany, docięty do maksimum formy i minimum treści. Tak przygotowany plemienny posiłek jest papką, która nie ma nic wspólnego z rzeczywistym pokarmem. Ludzie tym karmieni nic nie zrozumieją. Utwierdzą się w swoich racjach. Nie będą chętni do dyskusji. Po jakimś czasie nie będą wiedzieć nawet za czym protestują, a jedynie przeciwko komu. I powtarzać będą wyblakłe frazesy. A przecież cechą wartościowych sporów powinna być szeroka paleta odcieni i barw, która oddaje zróżnicowane życie społeczne. Tego w kuchni plemiennej brak. Stąd wcale się nie rozmawia, gdyż nie ma o czym.
Dlatego na protesty nie przychodzi się by krytykować, ale by dyskredytować i dezawuować. Nie rozwija się wrażliwości, gdyż wie się, że druga strona wrażliwości nie doceni i weźmie ją za słabość. Trochę jak w wyścigu zbrojeń tak i na protestach, rozwija się wyścig wzajemnej niechęci. I wzajemnych gróźb.
Dlatego odmawianie brania udziału w takich zgromadzeniach nie jest wyrazem braku troski o wspólnotę, ale właśnie wyrazem troski o nią. Spoglądając na jedną i drugą stronę nie odnajduję w nich cech, które uważam za autentyczne. Nie ma zaangażowania i próby dialogu. Protest jest przecież wyrazem czegoś, nie tym czymś. Sprawa o którą protestujemy nie może ograniczać się jedynie do skandowania haseł. Jeśli zaraz po proteście, rozejdziemy się i będziemy podburzać jedno plemię przeciwko drugiemu, to protesty będą obrazem naszej niewrażliwości i nieczułości na sprawy naprawdę ważne.
Bowiem reforma sądownictwa dotyczy każdego z nas. Jest sprawą wielkiej wagi. Nie można jej oddawać tak łatwo. Nie można dołączać do niej politycznych haseł. Nie rozumiem także, co ma ona wspólnego z obrażaniem urzędu prezydenta, z wygrażaniem więzieniem oraz nawoływaniem do zmiany rządu. W tych protestach pomyliła się bowiem społeczna aktywność z tanią i mizerną agitacją polityczną. Z naklejaniem etykietek, przed wysłuchaniem racji. Ze skazywaniem na kary jednych albo drugich. Można przecież spróbować, aby protesty były czymś innym. Aby szły w konkretnym celu, nie jedynie przeciwko czemuś. Aby kruszyły plemienne podziały, nie zaś je utwierdzały. Aby każdy kto chce przyłączyć się do nich, mógł się do nich przyłączyć bez zbędnego etykietowania.
Jeśli jest jednak inaczej, jeśli się mylę, proszę mnie poprawić, nie zaś przypisywać do bieguna przeciwnego. Gdy bowiem chodzi o wymianę myśli, nie można liczyć jedynie na slogany. Jeśli chodzi o obronę sądów, nie można jedynie liczyć na protesty. Jeżeli chodzi o demokracje, nie można liczyć jedynie na krzyk rozbrzmiewający na ulicach.
Komentarze
Prześlij komentarz