Więzienie I
Jestem w więzieniu. Zamknięty od wielu dni. Nie wiem, kiedy zechcą mnie zwolnić. Nie wiem, z jakiej racji mnie w nim trzymają. Los, który doprowadził mnie tutaj, może wydawać się mało łaskawy. Ale zaręczam Was, że taki nie jest. Poza ograniczeniem mojej fizycznej swobody nie zabrali mi nic więcej. Oferowali natomiast beztroskę. Nic przez kajdany nie uczynię, niczego zatem od siebie nie wymagam. Poza tą drobnostką, by zapisywać swoje obserwacje.
Zza krat nie widać więcej niż skromne podwórze. Czasami bawią się na nim dzieci. Czasami strażnicy rozpalą ognisko, by przy pierwszym chłodzie rozgrzać się nieco. Rzadko, ale zdarzy się, że dostrzegę delegację z prowincji do zarządcy. Widzę skrawki szat i pięknie inkrustowane rzemyki u sandałów. Zasłyszę czasem jakieś słowa. Z nich konstruuję sytuację o wojnie i przemieszczeniach wojsk. Jestem ślepym widzem i głuchym słuchaczem. Muszę mieć dużą wyobraźnię.
Uchodziłem z Południa wraz z innymi zaraz po bitwie pod Dretogontem. W grupie wyśledziła mnie służka- zdrajczyni, z domu pana, u którego byłem pisarczykiem. Jej nowy patron hojnie ją nagrodził, za zadenuncjowanie zdolnego do czytania i pisania. „Przyda się” rzekł jakby oceniał nową uprząż czy lemiesz. Ale czy powinienem narzekać zważywszy, że resztę uciekinierów kazał wyrżnąć, a Ci którym udało się zbiec, przywitały wydmy bezkresnej Pustyni?
Strażnik, który dostarczył mi dzisiejszy posiłek, rzucił niedbale, że niebawem skończy się moje lenistwo: „Każdy posiłek jest coś warty. Pies je, bo szczeka. Kot je, bo myszy goni. I na Ciebie przyjdzie sprawiedliwość.” Cenię żołnierzy Merium. To nie są żołdacy, którzy tylko spluną. Oni muszą także to wytłumaczyć.
Rozbudzona ciekawość co do przyszłych zadań nie pozwalała mi spać w nocy. Armia Imperium Środka wkroczyła do Dretogontu ledwie miesiąc temu, a wojna już zdawała się kończyć. Rozbite odziały Południa walczyły w okolicach Indicatianu i Roztocza. Ale i te bezkresne równiny zostaną ujarzmione. Imperium ma nową, nieznaną Dretogontyjczykom broń: równość. Każdy w Merium jest równy. Ta ideologia przyszła do nas, na Południe, wraz z misjonarzami Imperium, których tak bezwzględnie tępił król Eustachy. I tak bezskutecznie.
Następna wizja świata zastępowała obecną. Zwyczajna rzecz. Wygrywała, bo lepiej rozumiała potrzeby, albo je umiejętniej tworzyła. Dawała coś, czego poprzednia zazdrośnie strzegła. Merium zapanowało, bo zapanowała równość. Ciekawe jaka moja będzie w tym wszystkim rola? Czy zostanę skrybą u zarządcy? Czy może będę uczył wszystkich równości? A może nakażą mi pisać pamflety i panegiryki? Na tych rozmyślaniach doczekałem aż do wschodu Słońca. I szczęku zamku w drzwiach mojego więzienia. Usłyszałem: „Zarządca wzywa!”
Zza krat nie widać więcej niż skromne podwórze. Czasami bawią się na nim dzieci. Czasami strażnicy rozpalą ognisko, by przy pierwszym chłodzie rozgrzać się nieco. Rzadko, ale zdarzy się, że dostrzegę delegację z prowincji do zarządcy. Widzę skrawki szat i pięknie inkrustowane rzemyki u sandałów. Zasłyszę czasem jakieś słowa. Z nich konstruuję sytuację o wojnie i przemieszczeniach wojsk. Jestem ślepym widzem i głuchym słuchaczem. Muszę mieć dużą wyobraźnię.
Uchodziłem z Południa wraz z innymi zaraz po bitwie pod Dretogontem. W grupie wyśledziła mnie służka- zdrajczyni, z domu pana, u którego byłem pisarczykiem. Jej nowy patron hojnie ją nagrodził, za zadenuncjowanie zdolnego do czytania i pisania. „Przyda się” rzekł jakby oceniał nową uprząż czy lemiesz. Ale czy powinienem narzekać zważywszy, że resztę uciekinierów kazał wyrżnąć, a Ci którym udało się zbiec, przywitały wydmy bezkresnej Pustyni?
Strażnik, który dostarczył mi dzisiejszy posiłek, rzucił niedbale, że niebawem skończy się moje lenistwo: „Każdy posiłek jest coś warty. Pies je, bo szczeka. Kot je, bo myszy goni. I na Ciebie przyjdzie sprawiedliwość.” Cenię żołnierzy Merium. To nie są żołdacy, którzy tylko spluną. Oni muszą także to wytłumaczyć.
Rozbudzona ciekawość co do przyszłych zadań nie pozwalała mi spać w nocy. Armia Imperium Środka wkroczyła do Dretogontu ledwie miesiąc temu, a wojna już zdawała się kończyć. Rozbite odziały Południa walczyły w okolicach Indicatianu i Roztocza. Ale i te bezkresne równiny zostaną ujarzmione. Imperium ma nową, nieznaną Dretogontyjczykom broń: równość. Każdy w Merium jest równy. Ta ideologia przyszła do nas, na Południe, wraz z misjonarzami Imperium, których tak bezwzględnie tępił król Eustachy. I tak bezskutecznie.
Następna wizja świata zastępowała obecną. Zwyczajna rzecz. Wygrywała, bo lepiej rozumiała potrzeby, albo je umiejętniej tworzyła. Dawała coś, czego poprzednia zazdrośnie strzegła. Merium zapanowało, bo zapanowała równość. Ciekawe jaka moja będzie w tym wszystkim rola? Czy zostanę skrybą u zarządcy? Czy może będę uczył wszystkich równości? A może nakażą mi pisać pamflety i panegiryki? Na tych rozmyślaniach doczekałem aż do wschodu Słońca. I szczęku zamku w drzwiach mojego więzienia. Usłyszałem: „Zarządca wzywa!”
Szkoda, że nie ma reakcji bardzo dobre. :)
OdpowiedzUsuń