Schwytanie


Zwierzę złapane w pułapkę walczy. Ma nadzieję, że uda mu się oswobodzić. Pęta zaciskają się wokół szyi, krępując każdy kolejny ruch. Ubywa powietrza w płucach, oddech łapany jest coraz zachłanniej. Szamoczącemu się w potrzasku zwierzęciu nikt nie przychodzi z pomocą. Samo pragnie się wyzwolić, zlęknione, że każdy obcy tylko czyha na tę jej słabość. Stąd coraz agresywniej potrząsa głową. Łapami próbuje ściągnąć stalowy drut, który teraz wpił się w skórę, znikł w gęstwinie rudej sierści. Nie może nawet określić przeciwnika. Tak jakby sama natura zaplanowała ten zamach. Zlęknione oczy tracą blask. Ze ściśniętego gardła ostatnim wysiłkiem, z wiarą że coś to pomoże, dobywa się świst. Daleki krewny groźnego warczenia, którym niegdyś odstraszał intruzów. Nikt już nie przejmuje się grozą sytuacji. Pętla pokonała opór drapieżnika. Z ciała ulatuje ostatnia wola walki. Podduszone zwierzę zamiera w bezruchu, zaraz skończy się jakiekolwiek tchnienie. Wyschną kły, zostanie suchy język, niezwilżona już nigdy śliną paszcza. Przypadkowe spotkanie sidła i zwierzęcia. Przypadkowe wyzwolenie ducha i przemocy.

Komentarze

Popularne posty