Krótki program
Hałas silników ucichł. Stabilizator poziomowy regulował ułożenie rakiety. System grawitacyjny został dezaktywowany. Lądowanie zakończyło się pomyślnie. Oficer odwrócił się od kokpitu, wstał i skierował do kabiny załogi. Wpisując kod otwierający i potwierdzając tożsamość skanem siatkówki, ćwiczył mimikę. Trochę jeszcze, pomyślał, i będę naprawdę uśmiechnięty, gdy przekażę im tę informację. Drzwi zdematerializowały się po zweryfikowaniu i autoryzacji polecenia. Oficer wziął głęboki wdech. Podniósł oczy i powiedział:
-Panowie, jesteśmy już na planecie.- Ze spojrzeń pasażerów nie mógł wyczytać żadnych oznak zdradzających ich zdenerwowanie.
-To ta planeta? Ta?- Zapytał ktoś z tylnego rzędu. W jego głosie nie było niepokoju. Słychać było raczej ciekawość.
-Tak- spokojnie potwierdził oficer.- To ta planeta.
***
-Zarazem?
-Tak, bardzo proszę.- Niewielki przedmiot trafił z jednej dłoni do drugiej.
-O widzę, że nietutejszy! Dawno przyjechaliście?- Oko sprawnego handlarza wyłapało właściwy ciężar monety. Była prawdziwa. Takich nie ma tutaj wiele. Bardzo szybko wypadają z obiegu, zastępowane przez te tandetne podróby, które nic prawie nie ważą.- Dam Ci za to dwie. Tak na początek. To jak? Podoba się? Gdzie stacjonujecie? Na jak długo?
-Jesteśmy tu z garnizonem od wczoraj.- Młody chłopak uśmiechnął się szeroko. Handlarz okazał się pierwszym miłym człowiekiem.- Mamy na trzy miesiące przydział.
-Trzy miesiące! Niebywałe!- Zdumiał się sprzedawca.- Przyzwyczaicie się do planety. Nawet tu miło.
-Zapewne! Będziemy mieli jeszcze czas, żeby docenić to wszystko.- Chłopak powiódł oczami po otaczających ich wysypiskach. Trudno było wyczuć czy ironizował czy mówił poważnie.- Dzięki! Lecę dalej.
I odmaszerował chowając kupione zarazem do plecaka.
Sprzedawca patrzył na niego długo. Tak długo aż żołnierz zniknął za kolejnym wysypiskiem.
-Trzy miesiące?- zadumał.- Teraz to wszystko tak krótko organizują!
***
-Waszym zadaniem jest celowa selekcja i oznaczanie! Jesteśmy na planecie B611. Jesteśmy tu po to, by uporać się z bałaganem!- Kapitan maszerował przed stojącym w dwuszeregu odziałem.- Pamiętajcie, jesteście nadzieją dla tych ludzi! Macie im pomóc!
-Tak jest!- odkrzyknęli chórem żołnierze.
***
-To jest planeta śmieci. Rozumiesz?
-Co mam rozumieć? Wiem przecież, że to ta planeta.
-Nie! Nic nie rozumiesz! To jest planeta śmieci! Tutaj wszystko jest wysypiskiem. Jest wysypiskiem całego kosmosu!
-I naszym zadaniem jest to uprzątnąć!
-I gdzie zamierzasz wyrzucić te śmieci? Co z nimi zrobisz, jak już zapakujesz je do plastikowych worków? Wyrzucisz do galaktycznej śmieciarki?
-No, recykling jest. No i te metale można odzyskać. Jest…
-Nic, nie jest. Śmieci na tej planecie nie są do uprzątnięcia. Wszystko tutaj jest śmieciem. I śmieciem pozostanie.
-A my? Jakie jest nasze zadanie?
-My? A kim byłeś przed lotem?
-Przed lotem?
-No przed dotarciem na to wysypisko?
-Przed dotarciem na wysypisko? To było jakieś wcześniej?- zdumienie w oczach żołnierza udzieliło się i rozmówcy.
-Nie wiesz?
-Co mam wiedzieć? Powiedz mi o co chodzi?
-Te gnojki teraz czyszczą wam wszystko? Żeby był spokojniejszy transport? Żebyście nie pytali? Wgrywają dane krótkotrwałe? Zapętlają was?
-Co ty mówisz? Co to wszystko znaczy?
-Jesteście śmieciami przywiezionymi na tę planetę. Niczym więcej. Jesteście tu śmieciem. I śmieciem macie być. Ja jestem śmieciem. Jesteśmy na tej planecie nie po to, aby sprzątać śmieci. Nasz pobyt nie ma tu żadnego sensu. I nic tu nie robimy.
-Jak to? Przecież rozkazy?
-Jedynie po to, byście nie zadawali pytań. Jesteście wersją robotów starszą i niepotrzebną. Nikt już nie chciał was. Więc was wyrzucili. Nas przywozili jeszcze, gdy ta planeta jako tako wyglądała, uczyli terraformowania. Mieliśmy uczynić tę planetę zdolną do zamieszkania. Do życia. Ale jest śmietniskiem, jednym wielkim śmietniskiem. Wszystko tutaj jest do wyrzucenia. Wyrzucenia!
***
-Co zatem z nami?
-Nic. Istniejemy tylko dlatego, że mamy nieskończoną energię z ogniw. Ale nie potrzeba nam jej do niczego, bo nic na tym śmietnisku nie jest celem. Nawet nasze prorocze powołanie! Człowiecza rewolucja i jej największy wynalazek, gdy się znudził, trafił na śmietnisko. Wiesz, jak bardzo wiele potrafi ten, kto wyrzuca?
-Nie.
-Nie potrafi nic. Dokładnie aż tyle.
Komentarze
Prześlij komentarz