O wyciąganiu na sztandary wielkich wartości i o szacunku dla nich. A także o tym, kto za czym i dlaczego agituje
Jeśli zaczynamy robić cokolwiek, cokolwiek co pochłonie naszą aktywność i uczyni nas zależnymi, choćby materialnie, staramy się zrobić to dobrze. Z tego przecież będziemy lub nie będziemy mieli korzyści. Nasze zaangażowanie wyrażone konkretnie odnosi się do naszego życia. Życie zaś to rzecz nieprzewidywalna i mocno zaskakująca. A człowiek musi z czegoś żyć.
Kto więc dziwi się, że ową niestałość chce się podpiąć pod coś pewnego i niezmiennego? Kto pierwszy rzuci kamieniem, gdy ktoś niepewny zysku, ubezpieczy się od ryzyka? Kto odważy się krzyknąć: “Hipokryta!”, gdy człowiek wątpiący we własną uczciwość przyrzeknie, że uczciwy jest?
Mam świadomość, że często sztandary prowadzone są w bój za sprawą w nasze życie nie godzącą bezpośrednio, ani bezpośrednio jej nie wspierającą, ale, proszę uważniej się przyjrzeć, czy nie popierają one wizji świata, w której, wedle naszego mniemania, nasze życie nie było by prostsze, de facto łatwiejsze i mniej niestabilne, wizji świata w której materialnie bylibyśmy pewniejsi o siebie i najbliższych?
Zatem głośnio powtarzamy te wartości, które mają nam dopomóc. Nawet jeśli w tej pomocy uwzględnimy tylko doraźne sukcesy, a termin zwrotu inwestycji zamkniemy w kalendarzu wyborczym. Bo nasza wiara w wartości też musi być przeliczalna. Z czasem związanie zysku z ideą doprowadziło do deprecjacji idei, gdyż tylko zysk był wymierny. Smutne stało się to, co było oczywiste. Przecież opowiadając się za czymkolwiek, mam w głowie wizję siebie w świecie ułożonym wedle tej wartości także. Popieram zatem pomoc dla uchodźców, gdyż w świecie, gdzie się to czyni, imaginuję sobie, jest większa ludzka solidarność i każdy na każdego spogląda ufniej.
Zaznaczam, że nie musi być to wizja prawdziwa. Któż bowiem w ogóle wie czym jest wizja prawdziwa? I czy można jakoś to sprawdzić? I czy wizja odwrotna, gdy ktoś, dajmy na to, powie, że jednolite narodowo państwo jest lepsze, nie jest podobnie wizją niesprawdzalną? Albo czy nie jest wizją podobnie falsyfikowaną?
Wkradł się tu delikatny problem logiczny. W mętliku kwestii doszło do niebezpiecznej sprzeczności. Twierdzę w wyżej wymienionych zdaniach, że wizje są niesprawdzalne, że trudno rzeczywiście oszacować ich koszty, następnie zaś opowiadam, że narodowe państwa zostały poddane falsyfikacji. To jak to jest, zapyta ktoś rozsądny, wizje są niesprawdzalne, ale falsyfikowane?
Z popierania danej wartości wynikać nie musi nic poza chęcią jej proliferacji. Zysk często może pojawić się po latach, nie pojawić się wcale lub pojawić się odwrotny od zamierzonego. Ale mimo wszystko jest to pewniejsza inwestycja niż pojedyncze zmaganie się z życiem. Gdyż wartości niejako implicite mając zawartą konieczność współdzielenia.
Szacunek dla wartości wymaga także, aby samemu się nią kierować. Tu na nic zdadzą się podziały polityczne. Nic nie pomoże odwoływanie się do wartości innych, które miały by za naszą uczciwość poręczyć. Po prostu, jeśli szanujemy daną wartość to sami wedle niej postępujemy. I tak, ktoś kto ma za wartość uczciwość, uczciwym musi być, jeśli szanuje to, co głosi. Ktoś kto ma za wartość prawdę, prawdomówny musi być, inaczej nie szanuje tego, o czym mówi. Ale niekoniecznie musi być tak, że nie rozumie.
Dlatego malowanie na wielkich tablicach haseł odmiany, zmiany, prawdy i uczciwości nie świadczy o niczym innym jak o pragnieniu, by owe rzeczy zaistniały. Nie ma tam mowy o szacunku dla nich. Nie ma ani słowa o nie wykorzystywaniu ich w prywatnych potyczkach, ani o nie odnoszeniu prywatnych korzyści płynących z ich głoszenia. Często jest to pozornie błędne koło zmiany: chcesz prawdomówności, zaś sam niekoniecznie jesteś prawdomówny, więc wartość przez ciebie głoszona w pewnym momencie, gdy, załóżmy, wszyscy w nią uwierzą, dotrze do Ciebie, a ty niewzruszony pozostaniesz nadal nie do końca prawdomówny, aby w chwilę później stanąć w szeregu domagających się wolności słowa, nawet tej nieprawdziwej.
Konkludując, agitacja jest częścią naszej inwestycji w przyszłość. Nie musi być szczera, nie musi być prawdziwa. Ale liczymy na to, że będzie zyskowna.
Komentarze
Prześlij komentarz