Hałas
Nad pustynią zapadał zmrok. Jaśniejsze niebo jeszcze odcinało się od ciemniejszych wydm. Niebawem jednak nie będzie znać różnicy. Zleją się w jedną nieprzeniknioną czerń.
Na grzbiecie najwyższego wzniesienia pojawił się lekko rozmyty kształt postaci ludzkich. Zaburzały łagodną linię podziału między niebem a ziemią. Maszerowały na zachód, w stronę niknącego światła. Wyższy z tej dwójki szedł na czele. Jego szybki krok wyznaczał tempo towarzyszowi, który wyraźnie ociągał się i odstawał. Pierwszy co chwilę zatrzymywał się i wyrównywał tempo. Nie pomagało to na zbyt długo. Drugi wyraźnie utykał.
-Proszę Cię, musimy dziś dotrzeć do oazy.- Zwrócił się błagalnym tonem pierwszy.- Nie wystarczy energii do brzęczka. Nie możemy odpocząć.
-Ja, ja… Ja wiem.- zachrypiał. Na jego twarzy malował się strach. Strach, który przykrywał ból. Skręcona noga nie była jego zmartwieniem. On lękał się pustyni.
-Jeszcze tylko godzina marszu, może półtorej.- usprawiedliwił się pierwszy.- Jesteśmy tuż, tuż- dodał, jakby do otuchy.
Z jego tobołka wydobywał się wyraźny szum, rozchodzący się donośnie ze szczytu wydmy. Dwójka wędrowców słuchała tego dźwięku z namaszczeniem. Zwracali uwagę, by hałas nie cichł. Gdy tylko na chwilę milkł, drżeli z przerażeniem. Oddychali z ulgą, gdy szum powracał. Dźwięk był dla nich czymś bardzo ważnym. Dawał im poczucie bezpieczeństwa.
Zmrok zapadał coraz szybciej. Pierwszy kierował się już Gwiazdą Wilczycy, by maszerować we właściwą stronę. Drugi, utykając, posłusznie podążał za nim. Daleko na horyzoncie zamigotała zielona latarnia. Jej nikłe światło wzbudziło ekscytację.
-Widzisz?!- wykrzyknął pierwszy.- Jest! To już niedaleko!
Drugi jedynie przytaknął głową. Ból w nodze i zmęczenie uniemożliwiły mu inne potwierdzenie. Nadzieja była dla niego ledwo dostrzegalna. Bał się, że spłoszy ją, gdy okaże radość w głosie.
Marsz odbywał się teraz w zupełnej ciemności. Jedynie gwiazdy na niebie i zielone światło na zachodzie przebijały mroki pustyni. Nadal towarzyszył im szum wydobywający się z tajemniczej maszyny.
-Jeszcze tylko chwila. Już jesteśmy. Uda się.- powtarzał w ciszy pierwszy wędrowiec. Szedł zdecydowanym krokiem. Parł na przód zasłuchany w hałas i zapatrzony w latarnię.- To już. Już tuż, tuż.
Zatrzymał się. Próbował wyłowić w szumie kroki towarzysza. Nie usłyszał nic.
-Jesteś?- krzyknął.- Idziesz? Jesteś za mną.- Cofnął się. W zupełnej ciemności nie mógł niczego dojrzeć.- Mykonie! Gdzie jesteś!?
Przez hałas maszyny nie słyszał niczego. Sięgnął do tobołka. Namacał włącznik. Jeśli na chwilę go użyje, może usłyszy współtowarzysza. Może go nie pochłonie cisza. Przez tę chwilę przecież nie może ich Ona usłyszeć. Nacisnął przycisk.
Nastała zupełna cisza.
Komentarze
Prześlij komentarz